GP Bahrajnu okiem Racingowca

5 kwietnia 2019

Ochłonięcie po niedzielnym wyścigu zajęło nam sporo czasu. Od dawna nie byliśmy świadkami tak emocjonującego grand prix. Ale po kolei, co zdarzyło się w Bahrajnie?

Po pierwsze, Charles Leclerc będzie kiedyś mistrzem świata. Młody Monakijczyk kolejny raz udowodnił, że nie ma zamiaru pozostawać w cieniu Sebastiana Vettela. W sobotę przejechał perfekcyjne kwalifikacje, wygrywając wszystkie sesje. W niedzielę zaczął źle i stracił pozycje na starcie. Szybko jednak się pozbierał i pewnie zmierzał do mety jako lider wyścigu. Do czasu. Kiedy na 10 okrążeń przed końcem wyścigu zgłosił przez radio problemy z silnikiem, większość kibiców zamarła. Leclerc momentalnie zaczął tracić pozycje, wyprzedzony przez Hamiltona i Bottasa nieuchronnie czekał na stratę podium na rzecz Maxa Verstappena. Nawiasem mówiąc, perspektywa drugiego z rzędu podium dla bolidu z silnikiem Hondy świadczy o olbrzymich postępach japońskich konstruktorów. W tym pechowym dla siebie wyścigu, miał jednak trochę szczęścia. Równoczesna awaria w obu bolidach Renault wykluczyła Hulkenberga i Ricciardo, którego pojazd pozostał unieruchomiony na trawniku w dość niebezpiecznym miejscu. W związku z tym na tor wyjechał safety car, który uniemożliwił Maxowi wyprzedzenie Leclerca.

Kłopoty młodego kierowcy Ferrari zdecydowanie były najważniejszym punktem wyścigu. Na torze Sakhir wydarzyło się jednak znacznie więcej. W dużym skrócie:

– Pierre Gasly znowu mocno odstawał od Maxa Verstappena. Jeśli Francuz szybko nie poprawi wyników, to za niedługo będzie musiał zacząć martwić się o swoje miejsce w bolidzie z czerwonymi bykami.

– Lando Norris kolejny raz kończy wyścig na dobrej pozycji. McLaren w tym sezonie staje się wreszcie konkurencyjnym zespołem.

– Dla odmiany Carlos Sainz drugi raz nie ukończył wyścigu. Co ciekawe, wycofał się w tym samym momencie, w którym awarii uległy jednostki Renault. Czyżby ktoś w Renault przez przypadek nacisnął jakiś czerwony guzik autodestrukcji?

– Stary ale jary. Kimi Raikkonen nic nie robi sobie z ograniczeń bolidu Alfy Romeo i ściga się z czołówką jak równy z równym.

Nie zapominamy o Robercie Kubicy. Jak poszło Polakowi w ten weekend? Cóż… Na metę dotarł jako drugi. Na tym dobre informacje się kończą. Dojechał jako drugi ponieważ został zdublowany i następnie wstrzymany przez samochód bezpieczeństwa. Williams jest wciąż, delikatnie mówiąc, daleki od optymalnej formy. W obecnej chwili mogą konkurować co najwyżej z niesprawnym bolidem Ferrari, safety carem i hulajnogą Lewisa Hamiltona. Martwi również fakt, że bolidy Williamsa różnią się od siebie. Wygląda na to, że Robert wylosował dodatkowo bolid gorszy od bolidu Russella. Z pozytywów, w Bahrajnie kierowcy Williamsa mieli przynajmniej okazję się trochę pościgać. Raz Kubica wyprzedzał kolegę z zespołu, innym razem on wyprzedzał Polaka. Ostatecznie Robert Kubica wyścig zakończył na 16, czyli ostatniej pozycji.

Dwa pierwsze wyścigi padły łupem kierowców Mercedesa, jak poradzą sobie za dwa tygodnie w Chinach? Wyścig w Szanghaju będzie tysięcznym grand prix w historii. Każdy kierowca marzy by stanąć na podium w tak ważnym momencie. Jak będzie przekonamy się już 14 kwietnia

POZOSTAŁE POSTY